— Zhou Jingsheng, czy ty jesteś świnią? — Jiang Qinghe była bez słowa. Chce już jeść, zanim jeszcze nikogo nie udobruchała?
— Boję się, że nasza Qing Bao będzie głodna — odparł łagodnie ten, którego imieniem ją zawołano. Dalej tuląc dziewczynę, wyszedł z gabinetu i skierował się do restauracji. Już dawno zamówił jedzenie, pozostało tylko czekać, aż kelnerzy je przyniosą.
Po całym dniu na zewnątrz, zużycie energii było rzeczywiście spore. Jiang Qinghe niepewnie pogłaskała się po brzuchu, czując, że ten rzeczywiście protestuje.