Przejdź do treści rozdziału

Rozdział 18

953 słów5 minut czytania

Wietrzna sień świątyni przodków wypełniła się zapachem starych kadzideł, gdy Wu Jing przycisnął plecy do zimnej, kamiennej ściany. Znak brązowych drzwi na jego dłoni pulsował, przewracając się w dłoni jak rozżarzony węgiel. Blask księżyca przesączający się przez dziurawe okno ciął powietrze pod skosem, ale na ziemi zamienił się w gęstą, krwawoczerwoną maź. Ten blask księżyca... Wu Jing przełknął gorzki smak w gardle, a jego knykie prześlizgnęły się po bambusowym koszu na biodrze. Zioła w koszu lśniły w krwawym blasku, ich brzegi zawinięte w dziwne znaki zapytania. Gdy dotarł do ukrytych drzwi do tajnej komnaty, nagle poczuł rozdzierający ból w lewej piersi – znaczek brązowych drzwi, który pojawił się poprzedniej nocy, teraz sączył czarno-zielony płyn. W chwili, gdy kamienna ściana przetoczyła się z hukiem, setki nietoperzy wyleciały z niej prosto na niego. Wu Jing machnął ręką, zasłaniając twarz, ale zobaczył, jak czarne cienie przenikają przez jego ciało i rozpraszają się, niosąc zapach popiołu w wietrze wywołanym przez skrzydła. Ściany tajnej komnaty były wyłożone brązowymi lustrami, ich powierzchnie pokryte pajęczą siecią pęknięć, z których każde sączyło ciemnoczerwony nalot.

Zaloguj się, aby kontynuować

Zaloguj się, aby kupić ten rozdział lub subskrypcję.