Pierwsze promienie wschodzącego słońca wpadające przez okiennice padały na Kato Taka, który medytował w pozycji lotosu. Powoli otworzył oczy, wypuścił długie westchnienie, ale na jego twarzy nie było widać radości.
Jego trening zeszłej nocy nie przebiegł pomyślnie. Gdy tylko zamknął oczy, pojawiała się wizja szarży Kakashiego, przebijającej mu pierś – choć był to tylko klon i nie zadał żadnych obrażeń, poczucie bezsilności w tamtej chwili było aż nazbyt rzeczywiste, realistyczne do tego stopnia, że poczuł dreszcz na karku.
„Cholera, Kakashi, ty stary lisie…” wymamrotał pod nosem, pocierając klatkę piersiową. „Jeśli się na tobie nie zemszczę, nie będę mężczyzną. Czekaj, aż skończę trening…”