Przejdź do treści rozdziału

Rozdział 3

2013 słów10 minut czytania

Xiao Zhen zatrzymała wyciągniętą do połowy rękę w powietrzu, nie śmiała się ruszyć.
Ukryta w kącie klatki schodowej kobieta w średnim wieku zadrżała, odwróciła się i uciekła co tchu w nogach.
– Co jest? Nie czujesz się usatysfakcjonowany?
Dżu Dży pochylił się nad klęczącym Dżordżem, widząc, że jego twarz jest fioletowa, a żyły na czole nabrzmiałe, podczas gdy oczy zaciekle wpatrywały się w niego.
– Kurwa! Puść mnie! Wiesz kim jestem? Jestem człowiekiem Brata Xiaosy!
Stary numer z półświatka – jeśli wygrasz, bij mocno, jeśli przegrasz, powołaj się na wpływy.
– Och.
Dżu Dży odparł, puścił Dżordża i zaciągnął się papierosem, mówiąc spokojnie: – Puściłem cię, co teraz zrobisz?
– Ha! Boisz się? Kurwa mać!
Dżordż myślał, że tamten się waha, natychmiast się rozjuczył i zamachnął kaskiem, który trzymał, by go nim uderzyć.
– Bum… pac…
Dżu Dży machnął ręką, odepchnął kask, a w zamian uderzył Dżordża w twarz, posyłając go na ziemię.
– Boję się? Ja się boję śmierci! Mały gówniarz, któremu włosy jeszcze nie urosły, skąd ma taką pewność siebie?
– Kurwa!
Dżordż zerwał się z ziemi i znów zamachnął kaskiem.
– Bum… pac…
Wynik był ten sam, znów został spoliczkowany i powalony na schody.
Kask wyleciał mu z rąk, uderzył o ścianę z trzaskiem, potoczył się po stopniach i rozpadł na kilka kawałków.
– Nadal nie jesteś usatysfakcjonowany?
Patrząc na Dżordża, który od dwóch policzków był oszołomiony i ledwo stał, trzymając się poręczy, Dżu Dży zaśmiał się szyderczo.
– A Fang, co się stało?
W tym momencie wrócił Dżu Wenxiong, z papierosem w ustach wszedł po schodach, zobaczył tę scenę, a także swoją córkę obecną na miejscu, więc szybko podszedł do niej i z troską zapytał, a jego wzrok skierował się na Dżu Dży.
– Wujku… wujku!
Xiao Zhen zobaczyła Dżu Wenxionga, nadal oszołomiona, jąkając się przywitała.
– Xiao Zhen, co oni tu odwalają?
Dżu Wenxiong w młodości też należał do półświatka, wielokrotnie brał udział w ulicznych bójkach, ta scena nie stanowiła dla niego problemu.
Dżu Dży spojrzał na niego i lekko się uśmiechnął: – Uczyłem dwóch głupców, którzy nie wiedzą, co to niebo i ziemia, mam nadzieję, że nie przeszkodziłem.
– Och, nie… nie przeszkadzacie…
Dżu Wenxiong spojrzał na spokojny uśmiech Dżu Dży, a potem na leżącego na ziemi Bliznę i upokorzonego Dżordża, poczuł dziwny ucisk w sercu, szybko machnął rękami.
Zwykli chuligani, jak Dżordż, na pierwszy rzut oka nie rokujący nadziei, nie budzili jego zainteresowania.
Ale Dżu Dży był inny, z jego doświadczeniem od razu widział, że to nie jest zwykły młody człowiek.
– Widzisz, tam, kilku łobuzów się bije!
W tym momencie kobieta w średnim wieku, która wcześniej uciekła, ciągnąc za sobą matkę Dżu Wan Fang, szybko podeszła, krzycząc.
– A Fang!
Matka Dżu Wan Fang wyszła z korytarza, zobaczyła córkę i męża stojących przy schodach, zawołała i szybko podeszła, chwytając córkę za rękę.
– Chodźmy do domu!
Dżu Wenxiong szybko popchnął córkę do środka, widząc, że martwi się o przyjaciółkę Xiao Zhen, złapał Xiao Zhen za ramię i powiedział cicho: – Xiao Zhen, chodź z nami, to nie twoja sprawa.
– Czekaj… – nagle odezwał się Dżu Dży.
Rodzina Dżu Wenxionga, która miała już odchodzić, wraz z Xiao Zhen, zatrzymała się i spojrzała na Dżu Dży.
– Nie panikujcie.
Dżu Dży lekko się uśmiechnął: – Chciałbym tylko porozmawiać z tymi dwiema dziewczynami.
Powiedziawszy to, lekko przechylił głowę i spojrzał na Xiao Zhen: – Nadal uważasz, że jest wielki?
– Ja, ja…
Xiao Zhen poruszyła ustami, ale nie wiedziała, jak odpowiedzieć.
– Dziewczyno, mężczyzna, który utrzymuje cię, żyje na twój koszt, a ty myślisz, że to jest siła?
– Myślisz, że jest twoim oparciem, ale czy zastanawiałaś się, czy on naprawdę traktuje cię jak kobietę? On po prostu żyje z twoich pieniędzy.
– Zastanów się nad wszystkim, co dla niego poświęciłaś, czy normalny mężczyzna tak by cię traktował?
– Masz teraz wybór w życiu, nie pozwól, by pozorna błyskotliwość cię zaślepiła.
– Ja…
Xiao Zhen otworzyła usta, ale nadal nie mogła powiedzieć pełnego zdania.
Jak można wstrząsnąć głęboko zakorzenionymi obsesjami kilkoma słowami?
Ale w obliczu Dżu Dży nie odważyła się odwzajemnić ani jednego słowa.
– Ty, kurwa…
Dżordż, ledwo odzyskawszy świadomość, usłyszawszy te słowa, natychmiast zaczął wrzeszczeć.
– Pac!
Zanim zdążył dokończyć, Dżu Dży uderzył go w twarz, posyłając go na ziemię.
– Plujesz gównem? Nauczyciele w szkole nie uczyli cię zasad i dobrych manier? Ty się tu wtrącasz?
Po czym spojrzał na Dżu Wan Fang: – Wyglądasz na rozsądną dziewczynę, słuchaj ojca i skup się na nauce. Staraj się nie mieszać w sprawy zewnętrzne.
– Teoria sprawiedliwości, której uczysz się teraz z podręczników, to tylko teoria na papierze, ma cię prowadzić do rozwoju. Kiedy będziesz miała zdolność, będziesz mogła ją zrealizować na swój sposób, nie będzie za późno.
– Powiedziałem, co miałem powiedzieć, przemyślcie to sobie i wracajcie do domu.
Dżu Dży skończył mówić, machnął ręką do nich, dając znak, że mogą odejść.
– Chodźmy, wracamy.
Dżu Wenxiong widząc to, szybko popchnął córkę, po czym złapał Xiao Zhen i szybko opuścili miejsce zdarzenia.
Patrząc, jak odchodzą, Dżu Dży lekko potrząsnął głową.
Kiedy oglądał ten film, naprawdę się denerwował.
Dżu Wan Fang miała rozsądne poglądy, po prostu urodziła się w złym wieku.
Guo Xiao Zhen była typowym przykładem młodej osoby, która dała się zwieść blichtrowi świata.
W wieku, gdy jeszcze nie rozumiała, czym jest miłość, zakochała się w kimś, w kim nie powinna.
Ale dobrze, że miała jeszcze trochę poczucia.
Użyła ciężko zarobionych pieniędzy, by spłacić długi Dżu Wan Fang, i nigdy jej nie wciągnęła.
Skoro się spotkali, można było jej pomóc.
Powiedział, co miał do powiedzenia, czy posłuchają, czy się opamiętają, zależało od ich własnego losu.
Następnie przykucnął i spojrzał na Dżordża, który właśnie odzyskał przytomność, leżał na schodach z resztkami gniewu w oczach.
Położył rękę na jego policzku i uśmiechnął się lekko: – Co, nadal nie jesteś zadowolony?
Dżordż zacisnął zęby, milczał, tylko wpatrywał się w niego wzrokiem.
– Och, masz trochę charakteru, lubię to.
Ledwo skończył mówić, jak rozległ się głośny policzek.
– Kaszel…
Dżordż nagle wypluł krew wraz z kilkoma pośpieranymi zębami, które wylądowały na ziemi.
Odwrócił głowę i nadal patrzył na Dżu Dży z nienawiścią w oczach.
– Masz twardy charakter. Dżu Dży zaśmiał się, patrząc na niego.
Młodzież, która nie zaznała jeszcze ciosów od życia, ma oczywiście twardsze kości.
– Pac, pac, pac –
Nie tracąc czasu, Dżu Dży z uśmiechem na twarzy kilkakrotnie uderzył go.
Twarz przeciwnika była już spuchnięta, jak u wieprzka, te ciosy znów go oszołomiły, głowa mu się kiwała, przez chwilę nie mógł zareagować.
– Przestań bić, Bracie Sheng, daruj nam, przyznajemy się! Poddajemy się!
Ledwo Dżu Dży zapytał „czy się poddajecie?”, odezwał się słaby głos.
Odwrócił się i zobaczył Bliznę, którego wcześniej kopnął, teraz trzymał się za brzuch, patrząc na niego z przerażeniem.
W przeciwieństwie do Dżordża, który od dawna przebywał w szkole i był porywczy, Blizna od dawna działał z Bratem Xiaosą.
Doświadczył życiowych lekcji, wiedział, kiedy się ukłonić.
Wiedział, że walka na śmierć i życie tylko pogorszy jego sytuację.
– Ach, naprawdę?
– Tak, tak! – Blizna kiwał głową, po czole ciekł mu pot. – Tamten kopniak… myślałem, że umieram…
W tej chwili byli tylko oni dwaj na miejscu, żadną miarą nie byli przeciwnikami. Szybkie poddanie się i jak najszybsze wyrwanie się było mądrym posunięciem.
Jednocześnie gorączkowo zbliżył się do Dżordża, ciągnąc go, krzyknął: – Dżordż, szybko przeproś tego Pana!
– Ja… ja…
– Jeśli nie chcesz umrzeć, zrób, co ci mówię! – Widząc, że tamten nadal się waha, jego ton stał się zimny, z niepodważalnym autorytetem.
– Przepraszam! To ja byłem winny!
Dżordż spojrzał na Bliznę w dłoni Dżu Dży, choć w sercu czuł niechęć, musiał podnieść głowę i z wielkim upokorzeniem mówić.
– Heh, widzę w twojej minie, że nadal nie jesteś zadowolony? Chcesz spróbować jeszcze raz? Zobaczymy, czy twoje kości są twardsze, czy moje osiem policzków mocniejsze?
– Nie, nie! Poddaję się, naprawdę się poddaję!
Dżordż spojrzał na powoli podnoszącą się dłoń Dżu Dży, w jego oczach natychmiast pojawił się głęboki strach.
Choć walczył do końca, w momencie, gdy się ukłonił, nawet jeśli był niechętny, jego duma całkowicie zniknęła, a strach zalał serce jak przypływ.
– Tak jest! Młodzieńcze, skoro działasz w półświatku, jeśli popełnisz błąd, musisz go uznać, a przyjąć cios na stojąco.
– Tak, tak, Pan ma rację! – Blizna szybko przytaknął, nie zapominając pociągnąć Dżordża za róg koszulki, by się dostosował.
– Hm, dobrze, że rozumiesz. Teraz oddajcie całe pieniądze, które macie.
Dżu Dży skinął głową, jego ton był spokojny.
– Panie! To…
Obaj byli zszokowani. Po otrzymaniu policzków, mają jeszcze płacić?
– Hm? Co? Poświęciłem tyle czasu, żeby was nauczyć, czy to nie powinna być przypadkiem opłata za lekcję?
Dżu Dży zmrużył oczy, jego spojrzenie stało się chłodne.
– Zapłacimy! Zapłacimy! Oczywiście, że zapłacimy!
Po tym spojrzeniu obaj poczuli ucisk w sercu. Nawet jeśli w środku czuli się skrzywdzeni, musieli ze łzami w oczach wyjąć wszystkie pieniądze, które mieli.
– Tylko tyle? Jak wy tu działacie?
Dżu Dży wziął pieniądze, przeszukał ich, z grubsza licząc, wyszło ponad dwadzieścia tysięcy. Zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony.
– Panie, naprawdę nic więcej nie mamy! – Blizna wyglądał na zrozpaczonego, prawie zaczął płakać.
Naprawdę chciał płakać – początkowo zamierzał zapłacić tylko swoją część, ale Dżu Dży lekko go klepnął w klatkę piersiową, pieniądze, które ukrył w wewnętrznej kieszeni na spłatę długu dla szefa i których nie zdążył jeszcze przekazać, zostały mu w ten sposób zabrane.
Jeśli nie przekaże tej kwoty po powrocie, szef na pewno go nie puści.
– Dobra, tym razem nauczysz się czegoś na przyszłość, bądź bardziej sprytny.
Dżu Dży, trzymając banknoty, lekko uderzył Dżordża w policzek, po czym wstał i powoli schował pieniądze do kieszeni, spokojnie zszedł po schodach.
Akurat wyszedł z więzienia i potrzebował pieniędzy, ta suma była mu potrzebna od ręki.
Co do obaw o zemstę Brata Xiaosy?
Nie żartuj. Przybył tu dzisiaj po raz pierwszy i nie podał swojego imienia, trudno nawet powiedzieć, czy tamten go odnajdzie.
Co więcej, Brat Xiaosa, który w filmie wydawał się nieograniczony w swoich możliwościach, w rzeczywistości był tylko drobnym przywódcą na niskim szczeblu – płacił trzydzieści tysięcy miesięcznie i nie miał wielu porządnych podwładnych.
Dobrze radził sobie z zastraszaniem zwykłych ludzi, ale czy Dżu Dży był teraz zwykłym człowiekiem?
Niedługo potem Dżu Dży znalazł swoje miejsce zamieszkania ze wspomnień.
Faktycznie, niedaleko domu Dżong Tjen Czenia, był to mały pokój o powierzchni ponad dwudziestu metrów kwadratowych, skromny, ale dla niego wystarczający.
Rankiem, w kawiarni przy oknie, jadł śniadanie, delektując się miejskim klimatem Hongkongu.
Nieoczekiwanie zobaczył Dżu Wenxionga z córką Dżu Wan Fang idących z przeciwnej ulicy.
Jego wzrok się skupił, szybko zobaczył, jak ojciec i córka otworzyli drzwi i skierowali się prosto do stolika, przy którym siedziało już kilka osób.
Wokół stolika siedziało kilku mężczyzn z wytatuowanymi smokami i tygrysami, o aroganckich minach, od razu widać było, że należą do półświatka.
– Czy to możliwe, że to taki przypadek?
Pomyślał, że wybrał przypadkową kawiarnię, a tu znowu to samo.
Widząc parę ojca i córki, natychmiast zrozumiał – Dżu Wenxiong szukał u swojego starego szefa, Brata Sheng, by negocjować z Bratem Xiaosą, aby ten darował winę Dżu Wan Fang.
Chociaż rozmowy były nieprzyjemne, obie strony się pokłóciły i rozeszły w gniewie.
Ale patrząc na sytuację, Brat Xiaosa miał wtedy zły humor, skupiał się głównie na Bracie Shengu i nie przejmował się tym zbytnio.
Dopóki Dżu Wan Fang nie zidentyfikuje sprawcy, sytuacja nie powinna się pogorszyć.
Przecież w półświatku chodzi przede wszystkim o pieniądze.
Zwłaszcza młodzi ludzie tacy jak Brat Xiaosa, w filmie byli wyraźnie przedstawieni.
Jednak, gdy tylko Dżu Wan Fang pojawi się i wskaże sprawcę, sytuacja natychmiast się zmienia.
Jeśli w półświatku jego podwładny zostanie ranny, a on sam się nie zaangażuje, jak potem będzie mógł dowodzić?
Kto będzie go naprawdę śledził?
Ale jeśli się zaangażuje, będzie musiał zapłacić za uwolnienie.
Sprawa zaczęła się z powodu Dżu Wan Fang, wcześniej specjalnie wysłano kogoś, by ją ostrzec, a ona potraktowała to lekceważąco, więc naturalnie trzeba było odpowiedzieć.
W przeciwnym razie, jeśli rozniesie się jego reputacja, kto będzie się go bał?
Po co miałby jeszcze stać w kręgu?
Miał tylko nadzieję, że jego słowa z wczoraj wieczorem naprawdę do nich dotarły.

Komentarze do rozdziału

0
Zaloguj się Zaloguj się, aby zostawić komentarz.
Ładowanie komentarzy…