Z ciężkimi ranami, Cao Yan z trudem przedzierał się na skraju Czarnego Bagna.
Każdy krok stawiał ostrożnie, starając się unikać grząskiego błota i podejrzanych kałuż.
Jego boska świadomość ani na chwilę nie mogła się zrelaksować, musiał być czujny na mogące się pojawić demony, ale bardziej obawiał się tego starego kultywującego, który mógł go ścigać.