— Chcę... chcę... twojej miłości...
Po prostym porannym myciu, gdy Lin Chen miał już wychodzić, z oddali dobiegł go przenikliwy, przypominający ryk świni śpiew, a wkrótce potem do pokoju bezceremonialnie wpadł pękaty, młody mężczyzna o tłustej cerze, poruszając się z nonszalancją graniczącą z arogancją.
— Grubas, czemu dziś taki wystrojony? — zapytał Lin Chen z bezradnością, spoglądając na przybysza.
— Mały Chen, nie rozumiesz, kumpel jest zakochany. — Grubas mówił z typową dla niego dumą, przypominając knura w okresie godowym.
— Jesteś pewien, że to miłość, a nie jakaś fiksacja? — spytał Lin Chen.
— To zazdrość, czysta, niewinna zazdrość! — Grubas spojrzał na niego groźnie.
— Nie oszukałeś przypadkiem jakiejś naiwnej, młodszej studentki?
Lin Chen był ciekawy. Zbigniew był już blisko ukończenia studiów, kto więc mógłby się w nim zakochać w tym momencie? Przecież przez cztery lata mieszkania razem znał go dobrze – poza sporą nadwagą, nie miał on właściwie żadnych zalet.
— Bzdury, jestem bardzo wierny. Chodzę z Hu Xiaoling z równoległej klasy.
Hu Xiaoling?
Lin Chen lekko się zdziwił. Grubas od dawna podkochiwał się w Hu Xiaoling, ale problem polegał na tym, że chociaż Hu Xiaoling nie była królową piękności, to i tak była atrakcyjną dziewczyną. Przez cztery lata studiów nie zwróciła uwagi na Grubasa, a teraz, przed samą maturą, miałaby z nim zacząć się spotykać? Z jakiego powodu?
— Nie będę z tobą rozmawiał, idę się wykąpać. Potem mam randkę z moją Ling Ling.
Widząc, jak Grubas z rozanieloną miną zmierza do łazienki, Lin Chen musiał powstrzymać to, co chciał powiedzieć. W końcu Grubas, poza swoją otyłością, nie miał nic do zaoferowania. Ludzie jednak muszą dorastać.
Wychodząc z akademika, przechodząc obok stołówki, Lin Chen kupił trochę śniadania. Jedząc, ruszył w kierunku miejsca, gdzie poprzedniej nocy zabił zmutowaną mysz.
— Jak podejrzewałem...
Nieopatrznie przechodząc obok wczorajszego miejsca, widząc, że droga wyglądała jak zwykle, Lin Chen spoważniał. Zwłok zmutowanej myszy już nie było, a na ziemi nie znaleziono żadnych śladów, jakby wszystko, co wydarzyło się poprzedniej nocy, było tylko snem.
Wszystko to jednak uświadomiło Lin Chenowi, że ktoś potajemnie usuwa zmutowane istoty. Osoba ta najprawdopodobniej należała do Oficjalnych władz. Inaczej śmierć tak dużej zmutowanej myszy nie mogłaby pozostać bez żadnych śladów i nie mogłaby nie roznieść się pogłoska.
— Oficjalne władze...
Lin Chen uniósł lekko brwi. Skoro były w stanie potajemnie usuwać zmutowane istoty, Oficjalne władze musiały o tym wiedzieć. Być może Oficjalne władze posiadały sztuki walki, których potrzebował.
— Oficjalne władze są tylko opcją zapasową, na razie nie podejmę decyzji. — Lin Chen zastanawiał się w duchu. Nie chodziło o to, że miał coś przeciwko Oficjalnym władzom, ale o to, że ich ograniczenia są zazwyczaj bardzo duże, a mając szansę na wolność, nie chciał być krępowany.
— Spróbuję sam najpierw. Jeśli nie uda mi się zdobyć sztuk walki, będę musiał spróbować skontaktować się z Oficjalnymi władzami. — Lin Chen szybko podjął decyzję.
— Kolego, chcesz kupić kilka książek? Mam różne rodzaje. — W tym momencie, nagle rozległ się głos obok ucha Lin Chena. Odwrócił się, a zobaczył w nim starszego, średniego wieku mężczyznę ubranego w niebieską togę, a obok niego starannie ustawiony stragan z książkami.
W kampusach uniwersyteckich takie stragany były dość powszechne. Książki drukowane w jakichś małych drukarniach, sprzedawane z 40-50% zniżką. Wielu studentów, którzy dopiero zaczęli studia, kupowało je z chęci zysku, ale do czasu ukończenia studiów, być może nawet nie przewrócili ich dwa razy.
Lin Chen, w tym i poprzednim życiu, dał się dwa razy nabrać na takie oszustwo, więc naturalnie nie był tym zainteresowany. Gdy miał już odejść, jego wzrok padł na stertę starych książek obok straganu.
— Stare książki...
Oczy Lin Chena rozbłysły. Nowo wydrukowane książki nie zawierały żadnych prawdziwych sztuk walki, ale stare książki mogły dawać jakąś nadzieję.
Lin Chen podszedł do sterty starych książek i zaczął przeglądać. Trzeba przyznać, że udało mu się znaleźć kilka sekretnych ksiąg, takich jak Osiemnaście Uderzeń Smoka Zstępującego, Boska Sztuka Dziewięciu Yangów...
— Kolego, to wszystko są boskie sztuki taoistyczne. Sam wyznaję taoizm, spójrz tylko na moją szatę... — właściciel straganu, widząc, że Lin Chen wybiera książki, natychmiast zaczął je sprzedawać.
Lin Chen lekko się skrzywił. System nie zareagował. Przejrzał księgi, wskazał mały druk na odwrocie okładki i spojrzał na właściciela straganu z uśmiechem, ale bez uśmiechu — „Boskie sztuki?”
Wydawnictwo Qingzhou.
Boskie sztuki masowo drukowane przez wydawnictwo?
Właściciel straganu westchnął tylko i pomyślał w duchu, że jak tylko Lin Chen odejdzie, wyrwie okładki z pozostałych książek.
— Możliwość wzmocnienia sztuki walki: Nieśmiertelne Złote Ciało (niekompletne).
W tym momencie, w głowie Lin Chena rozległ się głos. Księga, którą właśnie miał odłożyć, zatrzymała się, a potem jego serce zalała euforia. Udało mu się znaleźć użyteczną sztukę walki na straganie?
Stłumiwszy ekscytację, Lin Chen szybko przewertował inne księgi ze sterty starych książek, ale tylko Nieśmiertelne Złote Ciało nadawało się do wzmocnienia.
— Szyte nićmi, ręcznie pisane! — Przeglądając księgę, Lin Chen zauważył różnicę w tej księdze. Okazało się, że jest to ręcznie pisana księga szyta nićmi, wyraźnie różniąca się od tych masowo drukowanych przez inne wydawnictwa.
— Ile to kosztuje? — Gdy właściciel straganu myślał, że Lin Chen odejdzie, usłyszał jego głos.
— Pięćset. To rękopis, ma co najmniej kilkusetletnią historię...
Lin Chen spojrzał bezradnie na właściciela straganu. Uważał go za Japończyka? „Pięćdziesiąt. Jeśli nie sprzedasz, to...”
— Zeskanuj kod!
Zanim Lin Chen zdążył dokończyć, przed jego oczami pojawił się kod QR. Kącik ust Lin Chena natychmiast się skrzywił. „Za drogo!”
Jednak za pięćdziesiąt kupić sztukę walki uznaną przez system, Lin Chen nie czuł się stratny, wręcz przeciwnie, zarobił sporo. Zeskanował kod, zapłacił i wyszedł.
— Lekki zysk pięćdziesięciu. Nagradzam siebie!
Zbierając stare książki do pakowania, nie ponosząc żadnych kosztów, właściciel straganu spokojnie otworzył telefon i zaczął krytykować te panie w czarnych pończochach.
Lin Chen, który zdobył sztukę walki, czuł się teraz niecierpliwy. Natychmiast znalazł odosobnione, zacienione miejsce w pobliżu i bez wahania wybrał wzmocnienie.
Świst~
Księga w jego dłoni nagle zapłonęła, natychmiast zamieniając się w latającego feniksa, który wszedł prosto do jego czoła.
— Zarejestrowano sztukę walki: Nieśmiertelne Ciało Feniksa!
— Nieśmiertelne Ciało Feniksa: na własnych fundamentach, kultywuj krew i qi, skondensuj płomień krwi i qi!
— Gdy zostanie doprowadzone do skrajności, można skondensować dziewięć płomieni krwi i qi, aby utworzyć płomień feniksa, który może spalić wszystko na świecie, odrodzić się przez metafluktuację i być niepokonanym!
Syk~
Lin Chen nie mógł powstrzymać się od westchnienia. Zwykła, niekompletna księga mogła zostać uzupełniona, a nawet ulepszona?
Jak można się spodziewać, jest to niezbędny element dla każdego podróżnika w czasie. Nawet jeśli nie jest zbyt inteligentny, na pewno jest potężny!
— Czy to znaczy, że od teraz będę potrzebował tylko niekompletnych ksiąg sztuk walki?
Lin Chen ucieszył się. To był dla niego absolutnie dobra wiadomość. Kompletne księgi sztuk walki są trudne do zdobycia, ale niekompletne są o wiele prostsze.
— Skondensuj płomień krwi i qi!
Lin Chen zamknął oczy i zaczął ćwiczyć zgodnie z metodą kultywacji, którą już dawno znał na pamięć. W ułamku sekundy krew i qi w jego ciele wydawały się wrzeć.
Lin Chen czuł, że zaraz się zapali, dosłownie się zapali. Płynąca krew i qi nieustannie go obmywały, parametry fizyczne Lin Chena gwałtownie rosły. W ciągu zaledwie kilku oddechów jego parametry fizyczne wzrosły co najmniej dziesięciokrotnie.
Ostatecznie te krew i qi zebrały się i skondensowały, tworząc ognisto-złoty płomień w jego brzuchu.
Płomień krwi i qi, gotowe!
— Silny!
Lin Chen lekko zacisnął pięści, czując wszechogarniającą moc. Miał silne przeczucie, że gdyby ponownie napotkał poprzednią zmutowaną mysz, mógłby ją zamienić w proch jednym uderzeniem, dosłownie w pył!