Li Xingchen, odziany w poranną rosę i lekki zapach prochu, po cichu wrócił do miasteczka Baishi przed świtem.
Wczorajsze snajperskie strzały za miastem hrabstwa i utarczki z grupą ninja, chociaż nie zadały ciosu w samo serce, wywarły ogromne napięcie na jego psychice. Teraz, powróciwszy na tę ziemię, która odzyskała życie, widząc czujne, lecz pełne nadziei spojrzenia wartowników, czuł, jak rośnie w nim poczucie odpowiedzialności za jej obronę.
Nie obudził wielu ludzi i skierował się prosto do kwatery dowództwa.