— Czemu wskoczyłeś do naszego wozu, nie narażaj nas! — mówił Zhao Tiezhu, prowadząc. Wyraźnie tamta grupa celowała w te trzy osoby, a teraz wsiadli do wozu, czy to nie ściąganie na siebie kłopotów?
— Ty nieudaczniku, czy to niegodne mężczyzny ratować ludzi! — Chen Chuchu srodze spojrzała na Zhao Tiezhu, ale w sercu martwiła się o ojca. Wiedziała, że tam tylko będzie przeszkadzać ojcu, lepiej było uciec, aby mieli szansę się wycofać!
— Kto nie jest mężczyzną? Nie znamy się, gdyby nie wy, czy musielibyśmy uciekać? — Zhao Tiezhu zdenerwował się, zaraz miał się pokłócić z Chen Chuchu.