Przejdź do treści rozdziału

Rozdział 17

1744 słów9 minut czytania

Zaledwie kilka kroków od wejścia do miasta, Tianyu Jun zamarł, patrząc na scenę przed swoimi oczami, które wykonały nieumyślny zryw. Na ulicy, szerszej niż bramy miasta, tłumy ludzi przeplatały się, wozy i konie tworzyły nieustanny strumień: byli kupcy niosący kosze, przemierzający ulice i zaułki; uliczni sprzedawcy wykrzykujący głośno swoje towary; synowie zamożnych rodzin, ubrani w kosztowności i otoczeni przez sługi; różne postacie przybywały i odchodziły, ukazując różne aspekty życia. Po obu stronach ulic sklepy piętrzyły się jeden na drugim, ich fasady ozdobione były albo wykwintnie, albo majestatycznie, albo w sposób pomysłowy i niepowtarzalny. Różnorodne towary kusiły oko, oszałamiając. Pomocnicy witający klientów i przychodzący kupujący przewijali się przez sklepy, a ich głosy – nawoływania, dyskusje, śmiechy i rozmowy – tworzyły nieustający chór, wypełniając powietrze niezwykłym zgiełkiem.

Zaloguj się, aby kontynuować

Zaloguj się, aby kupić ten rozdział lub subskrypcję.