Przejdź do treści rozdziału

Rozdział 18

1373 słów7 minut czytania

Lu Li obudziła się z hałasu. Tajfun zdawał się zbliżać coraz bardziej, a z zewnątrz co chwilę dobiegały odgłosy zderzających się przedmiotów i krzyki mieszkańców nawołujących do zbierania rzeczy. Hotel nie serwował jedzenia, jedynie nieletnia pracownica recepcji podarowała jej w geście przyjaźni pudełko ciastek, po czym wskazała jej jedyny sklep, który był otwarty podczas tajfunu. Nazywanie tego sklepem było na wyrost – była to raczej budka z jedzeniem pod gołym niebem, przykryta płachtą przeciwdeszczową, z kilkoma plastikowymi stołami i krzesłami na wolnej przestrzeni. Za kuchenką stał postawny mężczyzna w średnim wieku, który wydawał się znajomy, a na wiszącym obok fotelu bujanym siedział pacjent z demencją, słuchający trzeszczącego radia.

Zaloguj się, aby kontynuować

Zaloguj się, aby kupić ten rozdział lub subskrypcję.