Pałaby go wściekłość.
Wang Hao zgrzytał zębami, a w głowie kłębiły mu się obrzydliwe twarze Wei Chena i Chen Xue. Na myśl, że nie mógł ich na miejscu rozerwać na strzępy, czuł nieopisany ucisk w piersi, a całe jego ciało dręczyło przeczucie, jakby pełzały po nim robaki.
„Czekajcie... tylko niech tylko nadarzy się okazja, a ja was wykończę!”