Przejdź do treści rozdziału

Rozdział 9

1768 słów9 minut czytania

Czy to może być boska sztuka zesłana przez bóstwo? Czy bóstwa przestały chronić wojowników z Jianzhou?
Łucznik Balu zamknął oczy, cały drżał, skulił się i ukrył za drzewem, bojąc się poruszyć, aby nie zostać przez bóstwo zauważonym i nie ściągnąć na siebie boskiej sztuki.
Odgłos „dada” nagle ucichł. Batu, żołnierz w czerwnej zbroi ukryty za drzewem, lekko uniósł twarz i zaciągnął się powietrzem. Ukrywał się tak głęboko, że prawie się udusił.
– Panie Suote…
– Balu…
Nagle z lewej strony dobiegł głośny krzyk. Balu wzdrygnął się, a gdy nasłuchał się uważniej, rozpoznał głos Ashhy.
Drżącym głosem odpowiedział: – Ashha, to ja, Balu.
Z tamtej strony nadeszła odpowiedź: – To ja. Gdzie jest teraz pan Suote?
– Został zabity przez boską sztukę zesłaną przez bóstwo – powiedział Balu, a na myśl o tym, jak Suote odbił się, oblany krwistą mgłą, jego głos zadrżał mimowolnie.
Ashha krzyknął: – Balu, to nie bóstwo… to broń palna, psy z Ming używają broni palnej.
To nie bóstwo, ani żadna boska sztuka, ale ludzie i broń palna… kto by w to uwierzył? Balu pomyślał w duchu. Widział już broń palną armii Ming, najpotężniejszą z nich była ta wielka armata, ale ta ważyła tysiące jinów, a po każdym wystrzale ładowanie prochu zajmowało dużo czasu.
Ale teraz jesteśmy w górach i lesie, skąd mogła się tu wziąć wielka armata?
Nawet jeśli to nie armata, a prymitywna strzelba, czyżby można było strzelać raz za razem bez ładowania prochu? Tak cudowna rzecz, nawet gdybyś powiedział, że to nie bóstwo, ani boska sztuka, nikt by w to nie uwierzył.
Kiedy dwaj Mandżurowie paplali tak przez chwilę, Pan Hu już podążał za dźwiękiem, powoli się zbliżając. W oddali zobaczył ukrytego za wielkim drzewem, siedem-osiem kroków dalej, Mandżura z hełmem z ostrym czubkiem na głowie. Postawił zad z wystającym łbem, rozglądając się i mamrocząc coś pod nosem.
Dalej, po lewej stronie, za dużą skałą oddaloną o kilkanaście kroków, ukrył się inny Mandżur.
Pan Hu wyjął granat typu 77-1, odkręcił nakrętkę, pociągnął za sznurek, syczał i dymił. Odliczył do trzech i rzucił za tę dużą skałę.
– Bum! – potężny huk. Mandżur ukryty za dużą skałą został wystrzelony w powietrze.
Chwilę później usłyszał, jak Mandżur stojący za drzewem zaczął głośno krzyczeć, prawdopodobnie wołając o pomoc.
– Heh, on już ci nie odpowie – pomyślał Pan Hu, niosąc strzelbę, przykucnął i bokiem posunął się naprzód.
W tym samym czasie Yang Kuan i inni, ukryci za drzewami, spoglądali na siebie z niedowierzaniem, zastanawiając się: kim jest ta tajemnicza postać? Kto potrafi tak zdziesiątkować i zmusić tych Mandżurów do ucieczki w popłochu?
Na czele Mandżurów stał Dadan Zhangjing, dowodzący ponad trzydziestoma wybornymi żołnierzami w czerwonych zbrojach i kilkunastoma łucznikami. Taka grupa Mandżurów, choć niewielka liczebnie, była niezwykle waleczna. Na polu bitwy potrafili stawić czoła oddziałowi dowodzonemu przez Bajing Ming, a nawet go pokonać. Nawet gdyby stanęli naprzeciwko wojsk Ming dowodzonych przez Qiangzong, ci Mandżurowie odważali się stawić opór, nie dopuszczając wojsk Ming do ruchu. Dziewięć garnizonów granicznych dynastii Ming, w tym wojska Liaodong, gdzie Bajing teoretycznie dowodził od dwustu do trzystu ludzi, a Qiangzong teoretycznie dowodził tysiącem ludzi.
Jednakże ci potężni Mandżurowie zostali zdziesiątkowani i zmuszeni do panicznej ucieczki, co było niewiarygodne. Kimże była ta postać?
Po drugim huk, przypominającym wystrzał armaty typu Hongyipao, świat nagle zamilkł.
Pan Hu zbliżył się z lufą strzelby na około trzy metry od Mandżura, ukląkł na jedno kolano i właśnie zamierzał nacisnąć spust na poruszającą się głowę, gdy nagle poczuł ruch z boku. Odwrócił się i przeklął pod nosem:
– Cholera!
Mandżur z brzydkim warkoczem z ogonem myszy, który pojawił się nie wiadomo kiedy, znalazł się za nim po jego prawej stronie. Miał hełm z ostrym czubkiem na głowie, nosił pancerz z tkaniny, klęczał na jednym kolanie, trzymając w prawej ręce coś z trzema lufami z przodu, a w lewej trzymał cienki sznurek, na którym dmuchał.
Szkwał zapałniczy i trzy lufy – cholera, to trójstrzałowa strzelba!
Z odległości kilkunastu metrów, siła rażenia tej broni była niebagatelna. Chociaż miał na głowie hełm i nosił kamizelkę kuloodporną, z odległości kilkunastu metrów został trafiony odłamkami żelaza i kamieni wystrzelonych z trójstrzałowej strzelby. Nawet gdyby nie zginął, prawdopodobnie byłby ciężko ranny; był sam, a rana była straszniejsza niż śmierć.
Pan Hu, z jeżącymi się włosami, odruchowo wycelował strzelbę w tamtą stronę, zaciskając palec wskazujący na spuście.
– Bum… – strzelba znów wystrzeliła.
Ten Mandżur w szarym filcowym kapeluszu, skupiony na podpalaniu zapału, został natychmiast wystrzelony w kolorową mgłę krwi przez śrut nr 12, jego górna część ciała została niemal rozerwana. Nawet nie zdążył krzyknąć, upadł miękko na ziemię jak stara szmata, a wkrótce pod nim zebrała się kałuża krwistej cieczy.
Pan Hu lewą ręką pociągnął za rękojeść pompki do tyłu. Z hukiem „klik” wielka strzelba znów była naładowana.
Zza drzewa wyskoczył Mandżur, rzucił się na niego z wyciągniętymi zębami i pazurami, najwyraźniej sądząc, że Pan Hu rozładował broń palną i zamierzając go wykończyć, ale gdy usłyszał dźwięk „klik”, odruchowo zatrzymał się w miejscu, zamarł, a jego twarz i usta drżały bez przerwy.
Pan Hu uniósł wielką strzelbę, celując w głowę Mandżura przed nim. Jego warkocz z ogonem myszy z tyłu głowy był obcięty, najwyraźniej odcięty podczas poprzedniego wybuchu. Końcówki włosów były przypalone i rozwiane, co czyniło go jeszcze bardziej szkaradnym.
Traktowanie Mandżurów, tych stworzeń niczym hieny, powinno polegać na humanitarnym unicestwieniu – tylko martwy Mandżur jest dobrym Mandżurem. Bez wahania nacisnął spust. Z hukiem „bum” Mandżur poleciał do tyłu, krwawiąc.
W lesie nadal działy się rzeczy, wydawało się, że nadciąga więcej Mandżurów.
Pan Hu nie zastanawiał się dłużej, trzymając strzelbę Remington M870 na wysokości, niczym Terminator grany przez Arnolda Schwarzeneggera w „Terminatorze 2” w walce z wrogimi robotami – naciskał spust, pociągał za zamek, ponownie naciskał spust, powoli posuwając się naprzód.
– Bum… – z każdym wystrzałem kolejny Żołnierz Banner padał, ranny lub martwy.
Zaledwie kilkanaście kroków, a śrut nr 12 pozostały w komorze strzelby został zużyty. Pan Hu szybko przerzucił strzelbę na lewe ramię, niemal w tej samej sekundzie, prawą ręką wyjął z kabury przy żebrach pistolet automatyczny Browning M1935, odblokował zabezpieczenie, pociągnął za zamek. Z hukiem „klik” nabój znalazł się w komorze.
Właśnie w tym momencie Mandżur stumbled out of the woods, a gdy podniósł wzrok, zobaczył zabójczego boga z jego śmiercionośną bronią palną wycelowaną w niego z odległości trzech do pięciu metrów. Odruchowo porzucił broń, ukląkł na oba kolana, podniósł ręce i zaczął głośno krzyczeć po mandżursku.
Chociaż Pan Hu nie rozumiał, co mówi Mandżur, poprzez jego zachowanie i wyraz twarzy, Pan Hu w przybliżeniu zgadł, że ten gość się poddaje i błaga o litość. Zmierzył bronią w jego oszpeconą głowę, tuż przed sobą, palec spoczywał na spuście, ale przez długi czas nie naciskał.
Być może dlatego, że pochodził ze świata sprzed ponad trzystu dziewięćdziesięciu lat, mimo posiadania potężnej broni i chęci zabijania, ludzka natura niespodziewanie się przebudziła w momencie, gdy wróg porzucił broń i ukląkł w geście poddania.
Pan Hu spojrzał na otoczenie i nagle głośno zawołał: – Bracia Han z lasu, czy ktoś żyje? Szybko wyjdźcie, aby posprzątać pozostałości.
Po tych słowach zdjął swoją wielką strzelbę i z wprawą ładował kolejne pociski śrutu nr 12 do komory.
Yang Kuan zamarł na dźwięk, odruchowo spojrzał na Lao Guija obok, a potem na Lao Ning i jako pierwszy wyszedł zza drzewa.
Kiedy podszedł bliżej, Yang Kuan złożył dłonie w geście pozdrowienia i powiedział do Pana Hu: – Dziękuję wam, bohaterze, za ocalenie życia!
Pozostali żołnierze Ming związali poddającego się Mandżura i odprowadzili go na bok.
Pan Hu właśnie miał coś powiedzieć, gdy Mandżur w czerwonej zbroi wybiegł z zarośli z krzykiem. Jego twarz, pokryta krwią, wyglądała jeszcze bardziej złowrogo. W prawej ręce trzymał nóż tygrysa, ale lewego ramienia brakowało, najwyraźniej zostało „odcięte” przez potężny granat. Bestialstwo nie ustępowało, nawet ciężko ranny, wciąż chciał zadać śmiertelny cios.
Wobec dzikich zwierząt potrzebny jest tylko karabin myśliwski, a Remington M870, oprócz tego, że służy jako miotacz okopowy, może być również używany jako broń myśliwska do zabijania dzikich zwierząt.
– Bum…
Strzelba otworzyła swoją 18,4-milimetrową paszczę i brutalnie uderzyła jednookiego Mandżura.
Pod wpływem ogromnej siły uderzenia śrutu nr 12, ten jednooki Mandżur poleciał do tyłu, pokryty krwią i szczątkami, z głośnym „plusk” upadł na trawę kilka metrów dalej, charcząc i kaszląc krwią, jego stopniowo tracące ciepło ciało wykonywało ostatnie ruchy życia, drżąc.
W końcu przestał się ruszać, ale oczy miał szeroko otwarte, jakby do śmierci nie wierzył, że na tym świecie istnieje tak potężna broń palna.
Kiedy Pan Hu pociągnął za rękojeść pompki, aby naładować strzelbę, Yang Kuan westchnął z podziwem: – Naprawdę ostry i bezkonkurencyjny!
Pan Hu był poruszony emocjami, nie tylko dłonie, ale całe jego ciało drżało z emocji – nie z powodu strachu, ale z niewytłumaczalnego podniecenia, a nawet euforii. Pomyślał w duchu: czy to jest tak zwana radość z zabijania?
A może – posiadając potężną broń, rodzi się chęć zabijania.
Zwrócił czujną uwagę na otoczenie, wyjął z bocznej kieszeni na piersi kilka pocisków śrutu nr 12, napełnił nimi magazynek, jednocześnie pytając Yang Kuana: – Kim jesteście?
– Bohaterze, my wszyscy jesteśmy żołnierzami Garnizonu Lushun z Wielkiej Dynastii Ming – odpowiedział Yang Kuan, składając dłonie. – Jestem Oficerem lewej sekcji Obozu Lushun z Garnizonu Dongjiang, Yang Kuan.
– Podoficer lewej sekcji, Gui Yong – odpowiedział drugi, mężczyzna w średnim wieku niosący łuk i strzały.
– Lewa sekcja, Ning Zhaoxing – dodał po nim mężczyzna z mieczem i tarczą.
– Strzelec Ma Huai – odezwał się ostatni, młody człowiek w wieku około dwudziestu lat. Mówiąc, nie odrywał wzroku od wielkiej strzelby Pana Hu, od czasu do czasu oblizywał wargi, jakby przypadkowo zobaczył łotra podziwiającego piękną kobietę.
– Jestem Han, Pan Hu – Pan Hu również odwzajemnił gest złożenia dłoni i powiedział: – Panie Oficerze Yang, będę potrzebował pańskiej pomocy w kilku sprawach!
Yang Kuan złożył dłonie: – Bohaterze, proszę mówić, co tylko zechce!
Pan Hu pamiętał słowa Xinghe o węglu, drewnie, złocie i srebrze. W tej chwili węgiel był niemożliwy, ale złoto i srebro jak najbardziej. Powiedział więc: – Proszę was o posprzątanie, myślę, że uda się zdobyć sporo łupów.
Powiedział to, wskazując na Mandżura, który dobrowolnie się poddał i powiedział:
– Ten gość sam się poddał. Zapytajcie go, ilu jeszcze Mandżurów jest w wiosce, czy ludność, żywność i majątek nadal tam są.
– Przyjmuję rozkaz! – Yang Kuan odpowiedział, składając dłonie.
Lao Ning, który znał się na przesłuchaniach, najpierw związał bez ducha walki żołnierza w czerwonej zbroi jak zbirę i odprowadził go na bok, aby przesłuchać go w celu zdobycia informacji.
Yang Kuan, z Lao Guijem i Liu Huaiem, odpowiedzialni byli za sprzątanie pola bitwy.
Nie tylko zebrali kilkanaście głów Mandżurów z lasu, ale także znaleźli dwóch wyczerpanych żołnierzy Ming. Ci dwaj mieli szczęście, odnieśli tylko powierzchowne rany, głównie byli przemęczeni.

Komentarze do rozdziału

0
Zaloguj się Zaloguj się, aby zostawić komentarz.
Ładowanie komentarzy…