Nocny Tianjing, rozświetlony lampami, tętniący ruchem ulicznym i zaludniony jak rój pszczół.
Na targu stały rzędem sklepy, których szyldy kołysały się na wietrze.
Zhang Jing szedł środkiem ulicy, a bawiące się bębenkami dzieci przemykały obok niego, a ich radosne okrzyki rozchodziły się w nocnym powietrzu.