Zmierzch zapadał nad porzuconą drogą, w pobliżu mostu owiewał wiatr od rzeki, niosąc ze sobą drobne ziarenka piasku z ziemi, wydając szeleszczący dźwięk.
Wewnątrz mostu, Lin Chi'an był przyciskany do pustego, wypełnionego rzeczną wodą zbiornika po ropie. Jego ręce bez przerwy się szamotały, a koszula na górnej części ciała była poszarpana i przemoczona.
Postać stojąca za nim, widząc, jak jego dzikie, trzepoczące ramiona stopniowo tracą siły, w końcu go puściła.....