Przejdź do treści rozdziału

Rozdział 1

2227 słów11 minut czytania

„Zejdźcie z drogi, zejdźcie z drogi, w takiej sytuacji trzeba zrobić sztuczne oddychanie…” Pewna pulchna do przesady starsza pani, ważąca jakieś sto pięćdziesiąt-sześćdziesiąt jinów, wyglądająca jak żywy obraz wypadku samochodowego, przepchnęła się przez tłum gapiów, z trudem przykucnęła i zamierzała rozpocząć sztuczne oddychanie młodemu mężczyźnie leżącemu na ziemi, który się topił.
Chen An czuł, że głowa go boli i źle się czuje. Z wysiłkiem otworzył oczy i zobaczył zaprawdę twarz porównywalną z wcieleniem Akeli, która zbliżała się do jego twarzy z nadętymi ustami. „Cholera, co jest grane?”
Chen An zebrał całe swoje siły i odchylił głowę, wreszcie unikając losu pocałunku, ale i tak został oblany. Kątem oka dostrzegł twarz Staruchy jak Akela, której uśmiech przypominał kwitnącą chryzantemę obsypującą się płatkami. Myśl o tym, że miał zostać pocałowany przez taką kobietę, sprawiła, że nie mógł już znieść tego potwornego obrzydzenia i odruchowo zwymiotował.
Im bardziej jednak wymiotował, tym bardziej Chen An zdawał sobie sprawę, że coś jest nie tak, bo przecież zwracał wodę...
Starucha jak Akela czuła pewne rozczarowanie, ale z dumą w obliczu spojrzeń otaczających ją ludzi powiedziała: „Widzicie? Przecież go uratowałam! Jak wypluje, to już dobrze. Ci dzisiejsi młodzi ludzie tak źle myślą, co się takiego stało, żeby skakać do rzeki…?”
Kilka minut później, gdy tłum zobaczył, że nie ma już na co patrzeć, zaczął się rozchodzić. Zanim odeszła, ta Starucha jak Akela wcisnęła Chen Anowi karteczkę i pocieszyła go, mówiąc, że nic się nie stało i może się do niej zwrócić o pomoc. Kiedy teraz pomyślał o jej oczach i ustach, Chen An poczuł przeszywający dreszcz.
Siedząc na ławce w parku, nie zważając na to, że jego ubranie nadal kapie wodą, Chen An wciąż nie mógł uspokoić swoich emocji. Przecież przejście do innego świata jest czymś tak nieprawdopodobnym?
Czy to dlatego, że jego poprzednie życie pozostawiło zbyt wiele niedokończonych spraw? Czy też, jak mówią buddystowie, odkładając nóż, stajesz się od razu buddą – on przed śmiercią oddał cały swój majątek, więc czy niebo dało mu szansę na drugie życie?
Czy ona może wreszcie się z tym pogodzić i wyjść za mąż?
Uśmiechnął się gorzko. Tym teraz nie musiał się martwić. Najpierw musiał uporządkować wspomnienia.
Szybko na twarzy Chen Ana pojawił się dziwny wyraz. Powód był prosty: pierwotny właściciel ciała był sierotą. To jeszcze nic, najważniejsze, że od dziecka nie wychowywał się w sierocińcu, ale został przygarnięty przez Starego taoistę jako uczeń.
To nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że zgodnie z pamięcią, w całej jego dotychczasowej egzystencji w klasztorze taoistycznym byli tylko on i jego Mistrz, a sam klasztor nie miał żadnych darczyńców. Ich życie opierało się na uprawie ziemi, a także na tym, że jego nieodpowiedzialny Mistrz, pełniąc obowiązki dyrektora generalnego klasztoru, pomagał dziesiątkom dziewcząt i młodych mężatek z sąsiednich wiosek, leczą ich i udrażniają kanalizację, aby zarobić na życie...
Ale z perspektywy Chen Ana, czy to było prawdziwe udrażnianie kanalizacji? Nic dziwnego, że Stary taoista wyglądał na bladego i wychudzonego, gdy umierał, i że tyle dziewcząt i młodych mężatek płakało za nim. Pf, jakiż on nieuczciwy...
Prawdopodobny powód, dla którego Chen An przeniósł się do tego ciała, również został znaleziony. Nic prostszego: po śmierci Starego taoisty, od dziecka oszukiwany przez niego Chen An, wierzył, że posiada boskie umiejętności medyczne i wróżbiarskie, zabrał cały majątek klasztoru i wśród tęsknych spojrzeń kobiet z wioski, stanowczo wyruszył w drogę do Stolicy, aby tam spróbować szczęścia...
Niestety, po przybyciu do Stolicy odkrył, że to zupełnie nie to samo co jego rodzinna wioska. W ciągu zaledwie dwóch dni wydał niewielkie pieniądze, które miał przy sobie i nie znalazł pracy, która pozwoliłaby mu się utrzymać. Aby przetrwać, musiał zacząć używać swoich najlepszych umiejętności, rozkładając stoisko z wróżbami przed parkiem. Wynik był, jak można się domyślić, nieudany. Czy nauczyciel, którego uczył nieodpowiedzialny Mistrz, mógł być odpowiedzialny?
Poprzez serię chaotycznych działań, Chen An zdołał wywołać u poważnie wyglądającego starszego pana chęć zabicia go. Chen An oczywiście nie zamierzał czekać na rozwój sytuacji. Uciekał najszybciej jak mógł, a przez nieuwagę potknął się i wpadł do rzeki. Ponieważ nie umiał pływać, umarł? Nic dziwnego, że oprócz przyjęcia wspomnień, towarzyszyła mu wielka fala żalu i niechęci, a nawet odrobiny nienawiści.
Chen An mógł tylko powiedzieć, że ten dzieciak był naprawdę zbyt prosty. Jakieś boskie sztuki wróżenia, te tak zwane boskie umiejętności medyczne? Tylko dlatego, że dał knurowi w domu wiejskiej wdowy dwukrotnie większą dawkę afrodyzjaków, co sprawiło, że niepłodna maciora zaszła w ciążę, to już...
Cholera, to wszystko są łzy. Dobrze, że umarł. Oszukany w ten sposób, i tak zostałby sprzedany, a jeszcze liczyłby pieniądze złodziejom. Ale ten łajdak, niech tylko dam mu wpaść w ręce, a nie poćwiartuję cię, parszywa kreaturo, to nie będę sobą. Chen An nagle się zamyślił. Czyżby wpływ emocji pierwotnego właściciela? Czy to pozostałość po integracji pamięci?
Wziął głęboki oddech, aby odzyskać równowagę, wyjął z kieszeni w bieliźnie dowód osobisty i pomięte trzy kuai i dwa mao. To był cały jego aktualny majątek. Chen An czuł, że sytuacja jest bardzo trudna. To była przecież Stolica, stolica kraju, gdzie każdy cal ziemi jest na wagę złota. Z takimi pieniędzmi samo życie było niezwykle trudne.
Zmarły Chen An, tuż przed ukończeniem uniwersytetu, otrzymał tragiczną wiadomość z domu: jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Musiał przejść od beztroskiego dziedzica do budzącego postrach, wybitnego przedsiębiorcy w ciągu dziesięciu lat. Następnie cierpiał z powodu choroby i przeszedł przez zbyt wiele burz i fal...
Wrócę do myśli. Teraz moim najważniejszym celem jest przeżyć. Dopóki człowiek żyje, zawsze jest nadzieja. Podniósł wzrok na niebo, słońce już zaszło. Pogłaskał swój pusty żołądek. Trzy posiłki opuszczone od dwóch dni, najpierw muszę zjeść czwarty posiłek. Ubóstwo jest źródłem wszelkiego zła. Teraz nie mogę pozwolić sobie nawet na przeziębienie.
Chen An wiele razy odwiedzał Stolicę poprzedniego życia, ale zawsze przyjeżdżał w interesach. Dlatego w obliczu otoczenia, które było mu zupełnie obce, Chen An mógł tylko błąkać się bez celu, nie zapominając przy tym narzekać na pierwotnego właściciela, że był prawdziwym biedakiem, że nawet nie miał telefonu komórkowego. Nawet jeśli nie stać go było na smartfona, to zwykły telefon też by się przydał.
Po przejściu około godziny, wszędzie były tylko zaułki i osiedla, co wprowadziło Chen Ana w jeszcze większe zakłopotanie. To nie było najważniejsze, najważniejsze było to, że wyraźnie czuł, że siły w całym jego ciele są stopniowo wysysane, uczucie podobne do słabej baterii telefonu komórkowego, która zaraz się wyczerpie.
Patrząc, jak mijają kolejne szyldy, a zapachy przenikają przez jego nozdrza, ściskając burczący żołądek, naprawdę chciał wejść do sklepu i porządnie się najeść, ale myśląc o swoim obecnym żałosnym wyglądzie, wątpił, czy w ogóle zostanie wpuszczony do środka, a zaraz potem wyrzucony. Nawet jeśli udałoby mu się wejść i zjeść na koszt firmy, a potem dostać łomot, czy jego obecne słabe ciało byłoby w stanie to znieść? Chen An nie śmiał ryzykować.
Chen An był bardzo sfrustrowany. Nawet gdyby przeszedł do innego życia jako zwykły student uniwersytetu, był pewien, że poradzi sobie w tym wielkim mieście dzięki swoim umiejętnościom. Ale teraz, jako osoba bez domu, bez samochodu, bez wykształcenia, nawet znalezienie pracy jako tragarz byłoby trudne...
Bez celu błąkał się jeszcze przez chwilę, wreszcie nie mógł już iść, więc znalazł miejsce przy drodze i przykucnął, żeby odpocząć. Patrząc na przechodzących ludzi, dziwne uczucie ogarnęło go serce. Nagle, kilkanaście metrów dalej, zatrzymał się skuter. Młody człowiek w żółtej kamizelce zsiadł z niego i szybko pobiegł do pobliskiego sklepu.
Po niecałej minucie, gdy młody człowiek z dostawy wyszedł z kilkoma opakowaniami jedzenia, zdjął pudełko z tylnego bagażnika i włożył je do środka, po czym szybko wrócił do sklepu. Wyglądało na to, że jeszcze czegoś nie odebrał.
Chen An, widząc dużą torbę z jedzeniem na wynos, już wszystko zgadł. Prawdopodobnie ktoś zamówił jedzenie dla firmy pracującej po godzinach. Patrząc na jedzenie na wynos tak blisko, Chen An zacisnął zęby i nie zwlekając, podszedł szybko, rozerwał torbę i wziął dwa pudełka. Właśnie zastanawiał się, czy nie wziąć jeszcze jednego, gdy krzyk przeraził Chen Ana: „Co robisz…?”
Chen An odwrócił się i zobaczył młodego człowieka w żółtej kamizelce, niosącego torbę z napojami i wodą, biegnącego w jego stronę. Trzydzieści sześć strategii to ucieczka. Chwycił dwa pudełka jedzenia i z całej siły, z prędkością stu metrów na trójnożnym kroku, zaczął uciekać.
„Cholera, stój, ty skurwysynu…!”
Stać to być idiotą… Chen An, po przebiegnięciu stu metrów, nie mógł już biec i usiadł na ziemi. A czy ktoś za nim gonił, to już zależało od nieba. W tej chwili Chen An głęboko zrozumiał, co to znaczy być zagubionym psem, co to znaczy być tygrysem zrzuconym z gór, nękanym przez psy, i co to znaczy ulec rzeczywistości.
Po dwóch minutach nie było słychać żadnych pościgów. Chen An poczuł ulgę. Był wdzięczny, że jest w Stolicy. Gdyby to był mały ośmioosobowy miasto, nie ominąłby go wpiernicz….
Klakson skutera powrócił Chen Ana z zamyślenia, przestraszył go. Odwrócił się i spojrzał, okazało się, że blokuje komuś drogę. Kobieta w wieku trzydziestu kilku lat, z dzieckiem na plecach, patrzyła na niego z podejrzliwością i odrazą. Instynktownie poczuł się urażony, miał ochotę ją uderzyć, ale Chen An i tak się powstrzymał. Z wysiłkiem wstał i przeszedł na bok, w dalszą odległość. Dopiero wtedy kobieta szybko przejechała przez miejsce, gdzie wcześniej siedział.
Być nielubianym przez wszystkich i przez wszystkie psy, to właśnie tak? Szybko Chen An opanował swoje emocje. I co z tego? Najważniejsze teraz to przeżyć. A twarz dla niego w tej chwili, co ona znaczy?
Niecierpliwie otworzył pudełko, uwodzicielski aromat uderzył go w nozdrza. Nigdy nie uważał ryżu z kurczakiem za tak aromatyczny. Sięgnął po garść ryżu zmieszanego z kawałkami kurczaka i włożył go do ust, żując energicznie, połykając z trudem. Chociaż trochę go dusiło, uczucie powracających funkcji fizycznych było naprawdę uzależniające. Gdyby tylko była tam chociaż miska wody, byłoby idealnie.
Chen An podniósł głowę i rozejrzał się. Nie znalazł źródła wody, ale zauważył małe drzewko przy drodze. Podszedł, opierając się o ścianę, wyrwał gałązkę, poprawił ją i zrobił sobie prowizoryczne pałeczki.
Co do niszczenia środowiska, to co ma do tego jego obecny stan? Czyż nauczyciel Luo nie mówił, że gdy ktoś jest w desperacji, wszystko jest legalne, żeby jeść? On tylko złamał gałązkę, można to uznać za obronę konieczną? Cierpienie i zabawa w jednym, to właśnie to.
Pożerając wszystko w pośpiechu, szybko zjadł dwa ryże z kurczakiem i wciąż czuł niedosyt. Trzeba przyznać, że ten sprzedawca był chciwy, porcja była taka mała, a ryż taki tani, czy nie można było dodać więcej? Odbił się czkawką, czując się strasznie duszno.
Wstał i zaczął się rozglądać. Szybko znalazł cel: oddział szpitalny.
Skręcając w lewo, potem w prawo, w końcu znalazł toaletę na pierwszym piętrze szpitala. Odkręcił kran, niecierpliwie wypił wodę do syta. Nie zważając na dziwne spojrzenia innych, umył twarz. Patrząc na odbicie w lustrze, Chen An poczuł małą radość. Nie spodziewał się, że jego ciało należy do przystojnego młodzieńca, o ostrych rysach, znacznie przystojniejszego niż on sam w poprzednim życiu. To naprawdę było błogosławieństwo od niebios.
Wygląda na to, że jeśli jego tożsamość nie znajdzie pracy, to chyba mógłby zarabiać na życie tą twarzą.
Kiedy właśnie znalazł miejsce i przygotowywał się do oddania moczu, poczuł, że ktoś mocno go popchnął, co spowodowało, że się zachwiał. Na szczęście pił dzisiaj mało moczu, inaczej jego jedyne spodnie byłyby zrujnowane.
Odwrócił się z gniewnym spojrzeniem, chcąc zacząć kląć, ale się powstrzymał. Wysoki mężczyzna, spiesząc się, trzymając się za brzuch, wszedł do środka kabiny, zdejmując jednocześnie garnitur i kładąc go na parapecie najbliższego okna w rogu.
Potem rozległ się dźwięk „pali się”. Chen An pomyślał, że to zły omen. Z tym wzrostem na pewno nie byłby w stanie go pokonać. Gdyby go obraził parę słów, ryzykowałby pobicie. Chociaż istniała pewna szansa na uzyskanie odszkodowania za leczenie, ale cholera, w obecnym stanie, nawet nie miał gdzie mieszkać, a zwykłe przeziębienie mogłoby go zabić. Nie warto, nie warto. A co, jeśli ten dupek uderzyłby go w twarz?
Chen An podciągnął spodnie i spojrzał na rogową przestrzeń. Gdybym go teraz zniósł, tym bardziej byłby wściekły. Gdyby to był ja w poprzednim życiu, to jeśli by go nie zwymiotował resztkami jedzenia z poprzedniego dnia, to byłby zbyt czysty.
Nagle jego oczy się rozjaśniły, patrząc na ubranie na parapecie. Cholera, dzisiaj mam dobry humor, oszczędzę ci życie, synu. Uważaj to ubranie za swój dar. Właśnie martwiłem się, gdzie będę spał wieczorem. Z tym wielkim garniturem, mogę spać w metrze, w parku, na ławce, gdziekolwiek.
Powiedział, że zrobił, więc zrobił. Podszedł ostrożnie, delikatnie podniósł ubranie i usłyszał dźwięk gry mobilnej z kabiny: „Ebelly's Burst”.
Cholera, bawi się całkiem nieźle. Chen An podniósł ubranie i dotknął go. W środku były tylko dwie paczki chusteczek. Na szczęście nie było tam nic cennego, inaczej naprawdę by się nie odważył tego wziąć. Właśnie miał się odwrócić i wyjść, ale po chwili namysłu wyjął z kieszeni paczkę chusteczek i położył ją na parapecie...
Chen An celowo krążył po oddziale szpitalnym, w końcu znalazł względnie ciche miejsce. Prawdopodobnie tamten gość go nie znajdzie. Po prostu znalazł ławkę i się położył. Chociaż nie była tak miękka jak łóżko, dla niego w tej chwili była to już przyjemność.
Nawet jeśli go znajdzie, to co? W najgorszym wypadku dostanie kilka ciosów, otrzyma odszkodowanie za leczenie, a nawet jeśli trafi na komisariat, to ja będę jadł racje żywnościowe. W każdym razie nie jest to strata? Przykrył głowę garniturem, odpoczywając, aby jutro znaleźć pracę. Dbanie o zdobycie jedzenia to najlepsza strategia...
(Nowa książka startuje, Dwudziestoletni zatwardziały czytelnik, jestem dość uparty, mam tylko jedno zdanie: nie skończę niedokończona, nie przerwę, bądźcie świadkami, najpierw milion słów.)

Komentarze do rozdziału

0
Zaloguj się Zaloguj się, aby zostawić komentarz.
Ładowanie komentarzy…