Gdy Je Xiu przybył, odrzucił przyjęcie powitalne zaaranżowane przez menedżera, ale jako właściciel musiał odbyć spotkanie z kadrą zarządzającą.
Czy oni celowo mu teraz doskwierają? pomyślał Je Xiu. Widząc, że zbliża się odpowiednia pora, udał się z odpowiedzialnym za obóz treningowy Zhao Dongmingiem do sali konferencyjnej wskazanej przez menedżera.
Sala konferencyjna była już pełna ludzi; menedżer, szef gildii, dyrektorzy działów logistyki, zasobów ludzkich, promocji itp. Nawet Han Wenqing i Zhang Xinjie, którzy zakończyli trening, usiedli jako kapitan i wicekapitan drużyny, spoglądając w górę w ich kierunku. Zhao Dongming, nie mogąc znieść takiego nacisku, z pochyloną głową i z poślizgiem jak po natartym czymś, przemknął za jego plecami do sali konferencyjnej.
Patrząc na tę czarną masę głów, Je Xiu westchnął w duchu:
Wszyscy moi wrogowie.
Gdyby to było wcześniej, to że wyszedł stąd cały, świadczyłoby o pogardzie dla ludzi z Baqi Xiongtu.
Han Wenqing, krzyżując ramiona, rozprostowywał palce, jakby dopiero teraz sobie wszystko przypomniał, pełen zabójczej aury; menedżer, mający najlepsze maniery, wstał i odsunął dla niego krzesło szefa; kilku odpowiedzialnych z drużyny patrzyło na niego niechętnym wzrokiem, jeden z nich strofował Zhao Dongminga, który przyszedł z nim. Pozostali dyrektorzy, prawdopodobnie zatrudnieni na uczciwych zasadach, nie przejmowali się zbytnio sprawami Jia Shi i Baqi Xiongtu, ale ktoś też patrzył na niego niechętnie.
Widząc, jak wchodzi, z tłumu dobiegł parę słabych okrzyków "Bóg Ye" i "Pan Ye", brzmiących jak u kogoś, kto nie jadł przez trzy dni.
Je Xiu nie przejmował się atmosferą, rzucił torbę i usiadł na skrajnym środkowym krześle szefa. Och, skórzane, całkiem wygodne.
Obejrzał wszystkich i oparł się o krzesło, pytając: "Jedliście? Jeszcze nie? Jeśli nie, to pójdziecie później do stołówki. Nie będę zajmował wam dużo czasu."
"Panie Ye, czy mogę najpierw przedstawić osoby?" szybko wtrącił menedżer.
"Nie ma potrzeby, prawda?" zdziwił się Je Xiu. "Przecież dałeś mi już dokumenty. Jak mawiają, droga ukaże siłę konia, a czas pokaże serce człowieka. Nie liczy się ta chwila."
Ludzie poniżej lekko westchnęli, ale nikt nic nie powiedział.
Menedżer poruszył wargami, jakby chciał coś doradzić. Je Xiu westchnął z rezygnacją, nie że nie rozumiał atmosfery, ale czy naprawdę było to konieczne?
"Czas wszystkich jest cenny. Znacie moje tło, ja też znam wasze. Mówienie mi wielu nieistotnych rzeczy, jest nudne dla wszystkich." Je Xiu obrócił się na krześle szefa.
Jego historia krążyła po Internecie. Zależny od gier, poważny gracz od początku otwarcia Glory, w wieku osiemnastu lat wprowadził Jia Shi do świata profesjonalnej ligi, zdobywając osobiście reputację najlepszego gracza w Glory, właśnie deptaąc po Baqi Xiongtu. Sprawozdania finansowe klubu, plany marketingowe itp. powinny być dla niego jak księga z nieba.
Zobaczył, jak Han Wenqing poruszył brwiami, jego stary rywal wreszcie nie mógł się powstrzymać i odezwał się: "Więc po co nas zwołałeś?"
Tłum, jakby od dawna był przez niego uciskany, spojrzał z podziwem na Han Wenqinga, który odważył się zgłosić sprzeciw, a na Je Xiu patrzył z pogardą.
"To wy powiedzieliście, że trzeba zrobić spotkanie." Je Xiu machnął ręką. "Nie patrzcie tak na mnie, Baqi Xiongtu też nie kupiłem, ja też nie chcę być tym szefem."
"Co?" ludzie poniżej wybuchli szmerem.
"Ale skoro już tu jestem, to musicie mnie słuchać. Dopóki tu jestem, jestem szefem Baqi Xiongtu." Je Xiu nieco poważniej zabrzmiał, poprawiając postawę. To krzesło szefa jest wygodne, ale zbyt miękkie.
"Stary Han, Xinjie, władza dowodzenia nad drużyną nadal należy do was dwóch. Jeśli chcecie mojej pomocy, to też jest możliwe, ale jestem emerytem, bądźcie mili dla starszych."
Han Wenqing "huknął", co można było uznać za zgodę, ale bardziej było to skierowane do określenia "starszy". Byli tego samego roku, a Han Wenqing był nawet o dwa miesiące starszy.
Zhang Xinjie poprawił okulary i skinął głową, akceptując tę decyzję.
Je Xiu nie był zaskoczony reakcją tych dwóch, kontynuował: "Pozostałe działy pozostaną bez zmian, jeśli będzie potrzeba mojej zgody, to przyniesiecie mi. Działaliście przez wiele lat, nie możecie nadal potrzebować instrukcji krok po kroku."
Dyrektorzy działów spojrzeli na siebie, ich postawy lekko się rozluźniły, a ich postawa nie była już tak ostra.
"Kto jest szefem gildii Jiang You?" Je Xiu nagle wymienił nazwisko.
Mężczyzna w środku, ledwo co drzemiący, nagle się wstrząsnął i szybko wstał, skupiając wzrok na Je Xiu.
"To ja, nazywam się Jiang You." Spojrzenie Jiang You na Je Xiu było lekko skrzywione, jakby chciał zebrać siły, by się uśmiechnąć, albo jakby chciał zachować godność i nie chcieć kłaniać się dawnemu przeciwnikowi.
"Youfengdian? Pamiętam." Je Xiu uśmiechnął się, przyglądając się Jiang You.
"Tak." Jiang You przybrał wyraz twarzy, który bardziej przypominał płacz niż uśmiech. Miał dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć lat, włosy rozdzielone na środku, wyglądał na cywilizowanego, ale był trochę krzykliwy.
System ligowy w ostatnich latach wszedł na właściwe tory, Je Xiu, podobnie jak inni zawodowi gracze, skupiał się na zawodach i rzadko pomagał gildii. Ale kiedy udawał się do działu gildii Jia Shi po materiały, słyszał o sytuacjach w dużych gildiach, a o ich zaciekłych wrogach wiedział jeszcze więcej.
"Zostaw mi miejsce, przyjdę tam pobawić się przez jakiś czas." Je Xiu, jako prezes, na pierwszym spotkaniu klubu Baqi Xiongtu, po raz pierwszy przedstawił swoje wymaganie.
Jiang You otworzył szeroko oczy, nie spodziewając się, że ta wielka postać wybrała ich dział gildii. Czy to pech z ośmiu pokoleń?
"Bóg Ye, nie, panie Ye, czy idziesz...?" Jiang You ostrożnie zapytał. Korzystając z obecności wielu ludzi, odważył się zapytać.
"Gildia, oczywiście, jest w grze online. Niedawno przeszedłem na emeryturę, nie mogę już grać w zawodach, więc będę grał w gry online." Je Xiu machnął ręką, podejmując decyzję.
"Czyli kupiłeś Baqi Xiongtu tylko po to, żeby grać w gildii w Glory? Panie Ye, jesteś wspaniały." ktoś sarkastycznie powiedział.
Dobrze powiedziane, bracie! Jiang You zacisnął pięści w duchu.
"Słysząc, jak ludzie wołają na mnie Panie Ye, brzmi całkiem nieźle, zawołam więcej razy w przyszłości." Je Xiu odpowiedział tylko na chybił trafił, odwracając się do Jiang You i mówiąc: "Pójdźmy już do gildii? Z pewnością macie wolne komputery."
"Dobrze!" Jiang You nagle coś sobie przypomniał, pstryknął się w udo i wstał prosto. "Panie Ye, zaprowadzę pana."
Wszystkie spojrzenia w pokoju skupiły się na Jiang You, "przywódcy".
Zdrajca! mówiły te spojrzenia.
Jednak Jiang You wytrzymał presję i gorliwie poprowadził Je Xiu do sali konferencyjnej, ignorując grupę wielkich i małych bogów za plecami.
Ten, kto może mu pomóc w osiągnięciu wyników, jest prawdziwym bogiem.
"Panie Ye, być może wiesz, nasza gildia Baqi Xiongtu zawsze rozwijała się dobrze, zarówno w God's Domain, jak i w zwykłych strefach, można nas nazwać jedną z trzech największych gildii." Jiang You lekko przedstawił podstawową wiedzę o grach online.
"Tak, pod tym względem jesteście lepsi od Jia Chao." Je Xiu powiedział na chybił trafił.
Jiang You znał tę historię. Jia Shi, prowadzony przez tego człowieka, zdobył potrójną koronę, ale przez to po każdej finałowej bitwie gildia musiała stoczyć wielką bitwę z wicemistrzem roku, co przez trzy lata mocno osłabiło ich siły.
Czy to dla nich wykpić Baqi Xiongtu, że mało zdobywali mistrzostw, czy też powiedzieć prawdę?
Jiang You nie potrafił rozgryźć sposobu myślenia tego Boga Ye. Najczęściej, gdy mówił o Ye Qiu, robił to na gwarze publiczności, prowadząc fanów Baqi Xiongtu do krzyków: "Zabijmy Ye Qiu!"
Gdyby wiedział, że tak będzie dzisiaj, na pewno ustąpiłby z pokorą i przekazałby tę robotę.
"Nasza gildia ma teraz tylko jeden mały problem." Jiang You powiedział z uśmiechem.
Je Xiu spojrzał na niego, nic nie mówiąc.
Jiang You musiał kontynuować: "Chodzi o nową strefę. Właśnie otworzono Dziesiątą Strefę, i napotkaliśmy tam twardego przeciwnika, który zdobył wiele rekordów w podziemiach, a gra on zawodem, który jest przestarzały jak Unspecialized."
"Twardego przeciwnika?" Je Xiu zapytał z uśmiechem, co sprawiło, że Jiang You poczuł się nieswojo.
"Nazywa się Jun Moxiao, trudno go pokonać. Proponowaliśmy mu współpracę, ale on lawiruje, ewidentnie chce wysysać krew z wielkich gildii, i nie będzie łatwo go przekonać."
"Czy szef Jiang miał z tym Jun Moxiao prywatny kontakt?" Je Xiu zapytał ciekawsko.
"Używałem małego konta, aby wejść do Dziesiątej Strefy, miałem z nim kontakt podczas zdobywania rekordów w podziemiach, zazwyczaj kontaktuje się z nim szef Dziesiątej Strefy." Jiang You rzetelnie odpowiedział.
Szli w stronę gildii, była pora obiadowa, ludzie z różnych działów byli na drodze, albo wychodzili z pracy, albo jedli. Byli niewidoczni w tłumie, ale kilku przechodzących zawodników drużyny zauważyło tę parę i zdziwieni cofnęli się o kilka kroków, by przyjrzeć się bliżej. Zwykle Jiang You przywitałby się z nimi, ale teraz nie miał na to ochoty.
"Jesteś magiem żywiołów?" Je Xiu nagle zapytał.
"Tak." Jiang You skinął głową, zupełnie nie rozumiejąc, w którą stronę zmierza rozmowa.
"Twoje małe konto nazywa się Aicou Renault?"
"Tak..." Jiang You nie spodziewał się, że podczas rozmowy z Bogiem Ye, zostanie nagle zidentyfikowany.
Zaraz, skąd on wie, że moje małe konto to Aicou Renault! Tylko ludzie z gildii wiedzą o koncie Aicou Renault... i ci ludzie z Jun Moxiao!
Jak grom z jasnego nieba! Jiang You doszedł już do drzwi gildii, nagle cofnął się o trzy kroki, wpatrując się w legendarną postać przed nim.
Podejrzewał, że jeśli jest ktoś, kto mógł zakłócić spokój wszystkich dużych gildii w Dziesiątej Strefie, to na pewno nie jest to zwykła osoba.
"Ty jesteś Jun Moxiao?" Jiang You wciągnął głośno powietrze.
"Tak, ten twardy przeciwnik, przestarzały Unspecialized." Je Xiu na niego spojrzał, mówiąc leniwie.
Jiang You natychmiast zamarł. Czy zdąży jeszcze zrezygnować z pracy z kartonowym pudłem i odejść?
"Panie Ye, teraz nasza Baqi Xiongtu nie ma żadnych problemów, zarówno God's Domain, jak i dziesięć zwykłych stref rozwijają się dobrze. Proszę o inspekcję." Jiang You musiał się ukorzyć, człowiek jest pod przymusem.
Usłyszał lekki śmiech, a potem szybko otworzył drzwi gildii.
Pokój był duży, ale bardziej zagracony niż w innych działach, pięć rzędów komputerów od początku do końca, na biurkach piętrzyły się różne prywatne przedmioty, a także resztki jedzenia na wynos, a w powietrzu unosił się zapach dymu. Tylko jedna trzecia miejsc była zajęta przez pracujących ludzi, reszta spała w tym czasie, nawet Jiang You specjalnie zmienił swój harmonogram na ten dzień.
Jiang You żałował, że wcześniej nie posprzątał. Który szef odwiedza gildę bez powodu?
Tutaj jest grupa szorstkich facetów, nawet sprzątaczka ich nienawidzi. Zazwyczaj, nawet jeśli szef naprawdę chciałby grać, wystarczyłoby, żeby spokojnie usiadł w gabinecie prezesa i grał z nimi w czystym i schludnym otoczeniu. Dzięki sile ich mistrzów gildii, w grze online można było awansować nawet świnię.
Niestety, nie mógł prowadzić świń, zamiast tego musiał błagać Jun Moxiao, żeby poprowadził ich gildę w Dziesiątej Strefie do zdobycia rekordów w podziemiach. Tak myśląc, zatrudnienie Boga Ye za te rzadkie materiały było całkiem opłacalne.
"Zwykle pracujemy w dzień i w nocy, a higiena osobista nie nadąża. Panie Ye, proszę chwilę poczekać, ja najpierw poproszę ich o posprzątanie." Jiang You poczuł wstyd. "Xiao Chen, otwórz okno, przewietrz! Zhongqing, zgaś papierosa!"
Pokój szybko pogrążył się w chaosie, otwieranie okien, ukrywanie pudełek po jedzeniu, gaszenie papierosów w słojach z wodą, przełączanie ekranów z powrotem na gry. Jiang You zapamiętał ostatnią osobę.
"Nie trzeba, nie trzeba." Je Xiu zatrzymał ich, wyciągając rękę. "Tak jest dobrze. Tak to wygląda w grach online."
Jiang You nie wiedział, czy to były uprzejme słowa, ale nagłe odwiedziny mniej więcej się skończyły. Ludzie z gildii również zauważyli, że Jiang You przyprowadził kogoś nieznanego.
"Szefie, kto to jest?" ktoś zapytał z inicjatywy.
Jiang You został zapytany, czy mówić, czy nie? Ten wielki szef Ye przyszedł do Baqi Xiongtu dyskretnie, więc mógł się domyślać, że jego tożsamość nie powinna być ogłaszana na dużą skalę.
Ye Qiu! Jia Shi! Bóg Wojny!
Oni wszyscy byli zawodowymi graczami, podpisali umowy na piśmie z klubem, teoretycznie powinna to być czysta relacja finansowa, ale najbardziej oddani fani Baqi Xiongtu też byli wśród tych ludzi, i właśnie oni żywili największą nienawiść do Ye Qiu.
Jego największy kryzys zawodowy, czyżby nie był to atak jego podwładnego na szefa, czyżby nie udało mu się go ochronić?
"Jun Moxiao!" ktoś nagle krzyknął.
Odwrócił się i prawie zwymiotował. On sam się wahał, a Bóg Ye już znalazł maszynę i się zalogował. Na ekranie był właśnie ten, który ich tak dręczył –
Jun Moxiao.