Di Dźiang wysunął się przed zgromadzonych, jego głos brzmiał jak dzwon, niosąc ze sobą prymitywną, bezpośrednią szorstkość: „Kim jesteście? Czemu bez pozwolenia wkraczacie na Górę Buzhou, ziemię ludu Wu?”
Jego wzrok spoczął głównie na Tai Yi, jakby instynktownie wyczuwał, że ten jest groźniejszy.
Jednocześnie poruszył skrzydełkami nosa, jakby wyczuwał od Tai Yi niezwykle słabą, lecz sprawiającą, że jego krew zaczęła wrzeć, niezwykłą woń – była to ukryta aura Dzwonu Chaosu.