Li Jing stała jak wryta, wpatrując się w miejsce, gdzie przed chwilą stał Zhang Wei. Jego postać, jeszcze kilka minut temu pełna arogancji, teraz pozostała jedynie w niedoścignionym aromacie kawy unoszącym się w powietrzu. Koniuszkami palców bezwiednie przejechała po przegrodzie, którą Zhang Wei właśnie uderzył, czując tam wciąż nieprzyjemne wibracje.
— Li Jing... — delikatny głos zabrzmiał tuż przy jej uchu. To była Siostra Chen z tego samego zespołu. Podkradała się cicho, a jej ciepła dłoń delikatnie poklepała Li Jing po ramieniu. — Szybko zobacz ten stream... Wszyscy już wiedzą, że cię skrzywdzono.
Siostra Chen obróciła ekran telefonu w jej stronę. Na ekranie widniał właśnie ten tajemniczy pokój transmisji na żywo. Li Jing zdezorientowana wzięła telefon. Gdy jej palce dotknęły zimnego ekranu, obraz właśnie przełączył się na powtórkę sceny z jej wczorajszej pracy po godzinach.